Self-care, gdy jesteś na granicy szaleństwa

Self-care

Podaruj sobie czas. Zrób coś dla siebie. Zadbaj o siebie, o swoje zen i feng sziu. Uhm… marzę o porządku, o przestawieniu mebli żeby mi grało moje feng sziu, ale teraz mam na głowie dzieci, które im dłużej są ze mną tym bardziej chcą być bliżej. Tadeusz już nawet idąc siusiu chce mieć mnie przy sobie (i jest przekonany, że działa to w dwie strony, więc i ja się cieszę, kiedy on wchodzi mi do toalety, radząc sobie nie wiem jak, z teoretycznie zamkiem). Co myślisz, gdy czytasz o self-care, gdy jesteś na granicy szaleństwa?

I najgorsze jest to (dla mnie, być może macie zupełnie inaczej), że to osławione 10-15 minut dla siebie jest miłe, ale po przekroczeniu pewnej granicznej wartości, jedynie drażni. Chciałoby się tak godzinę, dzień, baaaa tydzień! Mogę wejść do wanny i zrobić szybką maseczkę, ale zaczynam marzyć o dniu w spa. Albo tygodniu urlopu.

Wzięłam oddech

Piszę to z perspektywy najszczęśliwszej na świecie kobiety, której starszy syn jest u taty, a młodszy z nianią. W ramach szalonej rozrywki czynię ten wpis, mając poczucie, że jestem panią swojego czasu! Nikt nie przerywał mi gdy pisałam felieton do Zwierciadła, poszłam po jedzenie, nikt nie marudził, wzięłam ile chciałam i wróciłam z talerzem do komputera. Zaplanowałam kilka zadań na kolejne dni i dysponuję tak szokującą ilością wolnego czasu, że być może nawet odczytam wszystkie maile z mojej poczty! To jest dla mnie absolutne self-care.

Czy rok temu uznałabym to za luksusowy dzień? Mmmmmm pewnie nie. Ale perspektywa się zmieniła. Dzieci są z nami w domu i jedno, to jest to jak ciężko jest to wszystko pogodzić (pracę zdalną – jeżeli ją mamy, stres, gdy jej nie mamy, stres o zdrowie swoje i bliskich oraz to że mam nieustający jazgot nad głową, to, że Stasiek traci motywację do nauki gdy odbywa lekcje wyłącznie w domu, a Tadek dziczeje bez rówieśników, mogę wymieniać dalej – zróbcie to Wy w komentarzach). Szukajmy pozytywów.

Self-care, gdy jesteś na granicy szaleństwa

Nie piszę tego posta, aby pomarudzić. Poszukuję odpowiedzi na pytanie co można zrobić, gdy czujesz, że nie możesz zrobić nic. Ja zbieram resztkę sił i robię z dzieciakami świeży sok. Dajemy sobie wszyscy odrobinę energii, witamin, minerałów i płynących z nich sił. Dajemy sobie moc, na ten dzień. Na tym rozpędzie trzeba posprzątać jeszcze szybko i umyć wyciskarkę (bo jak zaschnie, to kaplica), ale potem już siadam z sokiem, a oni po wypiciu swojego i po tak ‘intensywnym’ czasie ze mną odchodzą na kwadransik odosobnienia. Mam to szczęście.

Ale… najważniejsze jest, żebyś zrozumiała, że żyjesz w ekstremalnych warunkach. Że wystarczy, że jesteś. Nie musisz być piękna, wypoczęta, wesoła, wygimnastykowana, szczupła, pracująca na medal, zarabiająca kokosy, wolna od miałkich seriali, słuchająca wyłącznie muzyki klasycznej, medytująca, karmiąca wyłącznie sałatkami. Jesteś. Każdego dnia. To bardzo dużo! Nie da się mieć wszystkiego, nie wszystko zależy od Ciebie. Nie wystarczy chcieć. Odpuść sobie, pogłaszcz się po głowie, a może wtedy pomyślisz, że możesz cokolwiek. Nie jesteś w stanie zapanować nad swoim życiem, taki jest moment. Spróbuj zapanować nad jego kawałkiem.

Wyjdź

Gdy mam mniej sił, wychodzę z nimi na spacer. Czasami jest to 19:30, wieczór, ciemno, zimno i pada. Idziemy na 10 minut. Ale to tak zmienia perspektywę, wietrzy głowę i daje poczucie spokoju i luzu, że trudno mi to uzasadnić. Łapiemy oddech. Czasami to wyjście odbywa się w atmosferze napięć, bo chłopcy nie rozumieją, że im też będzie lepiej jak zrobią ten wysiłek. Oni idą jak na skazanie, nie chcą się ubrać – ale przełamuję to bo wiem, że za chwilę… będzie lepiej.

Próbuj jeść jak najzdrowiej. Planuj co zjesz, zrób ile możesz rano (jeżeli wtedy masz rezerwy energii) lub popołudniu (jeśli to Twoja pora na ledwo dostrzegalną kumulację sił). Bo ja wierzę, że jedzenie ma moc, dodaje nam sił i energii. Nie zmniejszy ilości bodźców, które do nas docierają, nie wyłączy stresu. Pozwoli nam jednak ten stres lepiej przejść. A to dużo, bo spustoszenie będzie mniejsze. Gdy rezerwy są większe, pisałam jesienią – jak jeszcze można o siebie zadbać.

Gdy nie masz siły nawet na to

Wkładam dzieci pod prysznic lub do wanny. Dbam o wodę i o świat, ale czasem wolę, żeby Tadzik śpiewał kwadrans pod prysznicem lub pluskał się w wannie, a ja wtedy mam spokój. Robię tak, ponieważ zamykanie siebie w łazience nie pomagało. Bo nie wiem jak, dostają się do niej albo pukają w drzwi. Gaszą światło. Dlatego postanowiłam być po drugiej stronie drzwi.

Odpadamy dr. Housa, Przyjaciół lub inny program który mi daje wytchnienie, a oni mają ponadnormalny czas przed ekranem (co jest źródłem radości samej w sobie). Bo na elektronikę mają czas 1-1,5 godz dziennie.

Pamiętaj, że gdy nurt jest zbyt silny, porywa Cię i zatapia, to nie możesz walczyć, bo zatoniesz. Połóż się na wodzie i czekaj. Płyń powoli, a znajdzie się jakaś kłoda, na której będziesz mogła się oprzeć. Niedługo nastanie prawdziwa wiosna, odpoczniesz i weźmiesz wdech, na brzegu, w słoneczku.

Co jest Twoim sposobem na absolutne minimum dla siebie, gdy brak sił i możliwości na ‘Self-care’?

 

Artykuł Self-care, gdy jesteś na granicy szaleństwa pochodzi z serwisu Katarzyna Błażejewska-Stuhr.

 » Czytaj dalej

Powered by the Echo RSS Plugin by CodeRevolution.

Może Ci się również spodoba

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.